sobota, 26 lipca 2014

Chciałam pachnieć CHANEL



Podobno kobieta, która nie nosi perfum na ma przed sobą żadnej przyszłości. Ustosunkowuję się do tego stwierdzenia najlepiej jak tylko mogę. Noszę Chanel.


W sumie to nosiłam, bo buteleczka już jest pusta. W sumie to nawet nie były moje, tylko mojej mamy, która skinęła dłonią, udzielając mi tym samym pozwolenia na używanie tego zapachu. Czy tak pachnie luksus? Kiedyś usłyszałam, że największym luksusem jest Chanel no 5. Po powąchaniu a następnie przejściu przez atak duszności i kaszel, zrozumiałam stwierdzenie, mówiące, jakoby do niektórych perfum trzeba dojrzeć.

Te już nie duszą, oddycham całkiem swobodnie. Wdech. Wydech. One ciągle tam są. Są moim towarzyszem przez cały dzień, nigdzie się nie ruszą. Ubrania pachną jeszcze dłużej. Aż człowiek może mieć dość tej całej mademoiselle.Nie, absurd. Czy ktokolwiek, kiedykolwiek może mieć dość Chanel? Tak pachnie luksus! Tak pachną pieniądze, a dokładnie 370 złotych za 50 ml. W perfumeriach internetowych. W normalnych nie sprawdzałam, bo ryzykowałabym własnym zdrowiem. Najgorsze jest fakt, że cena jest jak najbardziej adekwatna do oferowanego produktu, który jest po prostu dobry.

W Chanel można się poczuć luksusowo nawet z dresem na tyłku. Myślę, że na tym opiera się cała tajemnica. Nie rozpływając się nad nutami głowy, serca (najzwyczajniej w świecie się na tym nie znam. Jak coś ładnie pachnie, to nie obchodzi mnie czy różą, mchem czy rozgrzaną przez słońce skórką pomarańczy. Litości.) stwierdzę po prostu, że Chanel pachnie jak Chanel. Każdy wie jak pachnie Chanel. Nic innego, na całym bożym świecie tak nie pachnie i nigdy nie będzie pachniało, mimo, że chce, mimo, że próbuje. Ja również chciałam, razem z milionami innych kobiet.

 Największym połechtaniem mojej kobiecej dumy było stwierdzenie mojej koleżanki - pachniesz Chanel. Plecy się prostują, pierś wypina do przodu. A i owszem, pachnę.