Można rzec wierna towarzyszka każdej kobiety. Oto ona - torebka.
Ten nieodłączny element kobiecej garderoby został tak naprawdę zapoczątkowany przez, o ironio, mężczyzn. Kiedy ci jednak przerzucili się na kieszenie, torebka w całej swojej okazałości została przekazana kobietom. Początkowo kobiety również mieściły wszystkie potrzebne przedmioty w kieszeniach, jednak gdy zaczęły być lansowane obcisłe (już bez kieszeni!) ubrania, torebka stała się niezbędna.
Torebek, w których możemy trzymać swój stale powiększający się bałagan
jest wiele. Wszelkiego rodzaju nazwy, mające określać przeznaczenie danej
torby, wywołują u mnie migrenę. Możemy sobie wybrać wszystko. Rozmiar,
kolor, wielkość, gatunek węża, z którego ma być zrobiona. Możemy nawet
ją podpisać, w razie gdybyśmy zapomniały, że to nasza.
Torba jest świetną reprezentantką naszego statusu majątkowego. Od razu
widać różnicę między taką za 20 tysięcy złotych, ze splecionymi literkami C,
a taką z centrum chińskiego, gdzie C bywa zamieniane na G.
Istnieją oczywiście podróbki, w które włożono więcej serca i uważniej
kopiowano oryginalne zamysły projektanta. Jednak strzeż się. Kultowe
modele, a co za tym idzie, najczęściej podrabiane, fascynaci tego rodzaju
wyrobów znają centymetr po centymetrze. Zdemaskują cię w kilka minut.
Warto się zastanowić czy torebka z centrum chińskiego, ze splecionymi literkami
G dumnie sterczącymi na przedzie jest warta poniżania się. Co z tego, że tania,
co z tego, że może nawet całkiem ładna. To podróbka, jej posiadanie, nie
wspominając już o noszeniu, jest powodem do wstydu. Coco Chanel się pewnie
w grobie przewraca, widząc tę maskaradę.
Dla mnie inną, równie ważną kwestią, jest sens tego całego zamieszania. Ktoś pokazał się z podróbką, mało tego, dumnie pozował do zdjęć. Skandal! Wygnać z kraju! Ktoś wypożyczył torebkę zamiast odżałować te kilka, kilkanaście tysięcy na kupno. Skandal! Na stos z nim! A może tak trochę dystansu? W końcu to tylko torebka.