Nie tylko o nienawiści, o której można pisać wiele, ale również
długiej i ciężkiej drodze, którą przebyłam, aby zdobyć ten prestiżowy kawałek
plastiku.
Kiedy ktoś pyta mnie ile razy zdawałam egzamin na prawo
jazdy z dumą w głosie odpowiadam kilka. Do kilkunastu na szczęście nie doszło. Jednak
do dziś te cztery litery, cztery mrożące krew w żyłach tysięcy kursantów
litery, przerażają. WORD. Zostawiły niesmak tak wielki, że nie lubię ani
miasta, w którym jeździłam na kursach i egzaminach, ani już tym bardziej
szkoły, która mnie przygotowywała.
To była wiosna. Piękna, słoneczna. Wtedy właśnie udałam się
do szkoły X zapisać się na kurs prawa jazdy. W głowie miałam liczne,
optymistyczne wizje. Wszyscy mieli się dziwić, że jestem tak wspaniałym
kierowcą. Kurs zaczęłam wiosną. Egzamin zdałam w październiku. Wszyscy się
dziwili, owszem. Dziwili się, że w końcu udało mi się zdać.
Każda jazda była dla mnie katorgą. Mój instruktor, człowiek
pełen dobrych chęci, był niesamowitym gadułą. Ile to ja nie słyszałam o wódce,
melanżach z jego kolegą, panem Y, gdzie strumieniami lały się ruskie szampany! Natomiast
gdzie mam jechać słyszałam dość rzadko, ponieważ pan instruktor był zajęty
licznymi rozmowami telefonicznymi, ze swoją mamą, na przykład, czy z kumplem od
ruskaczy. I wtedy to nastąpiło.
Zraziłam się strasznie. Do pojazdów z dużą ‘elką’ na dachu,
do instruktorów, do egzaminatorów, do ulic, do pieszych, do psów, do kotów, do
much. Do wszystkiego.
Jednak uważam, że kobiety są dobrymi kierowcami. Znam ich
wiele. Obelga ‘jeździsz jak baba’ traci swą siłę rażenia, ponieważ wielu
chciało by tak jeździć. Tak jak te baby. Martwią mnie stereotypy. Kiedyś pojechałam
(w roli pasażera, oczywiście) z moim kolegą do warsztatu. Kolega był tak
nieuważny, zakochany może, że wlał nie to paliwo co trzeba. Zorientował się
dopiero, kiedy samochód stanął i stał tak i nie chciał nigdzie ruszyć. Kiedy wspólnie
z panem kolegą dotarliśmy, wraz z lawetą z nieruszającym się na niej samochodem,
do warsztatu, padło pytanie ‘kto nalał’. Oczywiście wszyscy spojrzeli wtedy na
mnie.