6:36 O nie! nie ma takiej opcji!
7.28 Ciągle to samo.
8:18 Nienawidzę wstawać.
Tak oto, jakże optymistycznie, zaczynam swój dzień. Codziennie. To samo stwierdzenie.Ostatnio rozwodziłam się na temat lenistwa, więc dziś samo lenistwo, odpoczynek, bez wyrzutów sumienia!
Tak oto, jakże optymistycznie, zaczynam swój dzień. Codziennie. To samo stwierdzenie.Ostatnio rozwodziłam się na temat lenistwa, więc dziś samo lenistwo, odpoczynek, bez wyrzutów sumienia!
8:27 Jak ja nienawidzę wstawać.
8:42 Wstałam! Skoro już jestem na nogach to czas na śniadanie. Podobno jest to najważniejszy posiłek dnia, daje energię, a energia jak najbardziej się przyda. Więc odgrzewam sobie moje wczorajsze
naleśniki, bo energia, bo siła! Mówiłam już, że nienawidzę wstawać?
9:13 Słońce świeci mi w oczy, nie chce mi się iść po okulary przeciwsłoneczne, owady latają nad moim talerzem, ah, natura! Wchodzę do domu i jako człowiek uzależniony od wszelkiego rodzaju urządzeń
elektronicznych włączam mój komputer. Za oknem natura, w środku XXI wiek, ciepła woda, ogrzewanie, internet. Cywilizacja!
9:34 Sprawdziłam już wszystko, co było mi potrzebne do dalszej, spokojnej egzystencji. Podejmuję odważną decyzję. Mam zamiar wyjść na dwór, poczytać i zacząć czerpać z tej przyrody. Okulary już wzięłam, żeby po nie nie wracać. I tak pewnie bym tego nie zrobiła.
9:42 Leżę na balkonie. Kompletnie nie rozumiem ludzi, którzy potrafią na słońcu wyleżeć więcej niż ja
przez wszystkie lata mojego życia. Mój rekord z ostatnich miesięcy to 15 minut. Liczyłam.
9:50 Zaraz nie wytrzymam. Muszę coś robić. Właśnie dlatego, bazując na książce Osho, o której ostatnio wspominałam, nigdy nie będę kreatywna. Bo nie umiem nic nie robić. I tak grzebiąc swoją nienarodzoną kreatywność sześć metrów pod ziemią idę po coś do czytania. Bo muszę coś robić.
10:36 Jak dobrze, że wieje wiatr! Przeżycie wydaje się coraz bardziej realistyczne. Tylko kartki mi fruwają.
10:47 Zgłodniałam. Obiecałam sobie, spełniając po części jakieś swoje wewnętrzne i chore wyobrażenia na temat siebie w roli perfekcyjnej pani domu, że upiekę dzisiaj ciasto. Czas dopieścić swoje ego (które również jest wrogiem kreatywności, niesamowite) i dokonać cudów!
11:52 Tak, znowu jem. I jest pyszne.
11:55 Możliwe, że dodałam trochę za dużo soli.
Słone ciasto nie jest złe, a ego czuje się
mile połechtane.
12:13 Pogoda się zepsuła. Teraz leje deszcz. A ja ciągle jestem głodna.
13:00 Nie wiedziałam, że zupa może tak ładnie
wyglądać na zdjęciach. Mój obiad jest
bardziej fotogeniczny ode mnie. Może
właśnie dlatego ludzie tak często robią
zdjęcia swojego jedzenia?
13:42 Pełen relaks! Zwykle nie nakładam na twarz maseczek, bo nie widzę ich żadnego działania i odczuwam dyskomfort trzymając je na twarzy. Ale jak szaleć to szaleć.
14:32 Ciągle czytam. Maseczkę dawno zmyłam, kolejna wróg pokonany.
15:02 Teraz znowu komputer. Uzależnienie.
15:25 Zastanawiam się co w tym na dłuższą
metę może być interesującego. To
zwariowane życie, raz komputer, raz
książka, nawet czasem jedzenie!
15:30 Przeczytałam dziś w Harper's Bazaar
o Audrey Hepburn i Hubercie de
Givenchy. Pamiętam jak pierwszy raz
widziałam 'Śniadanie u Tiffany'ego'.
Obejrzę jeszcze raz.
tym samym miejscu. Postanowiłam walnąć
się na trawę po prostu patrzeć, odkrywać
nieznane zakamarki swojej duszy. Może
zacznę medytować?
20:05 Przydałoby się skosić trawę.
22:32 Siedzę po nocach i zaczynam pracować nad moim skromnym dziełem z całego dnia.
23:14 Wszyscy już poszli spać.
23:54 Moja szyja.
00:15 Dobranoc.


