sobota, 9 sierpnia 2014
Seks i wstyd
Poszłam do kiosku po gazetę. Nie ma w tym nic dziwnego, dużo ludzi kupuje gazety, nawet je czyta. W danej, bardzo małej miejscowości z kioskiem znalazłam się przypadkiem, przejazdem. Kiosk to może nawet za duże słowo. Zwykła biała budka z mężczyzną/właścicielem/ sprzedawcą/doradcą w środku. Typowy facet, który na wszystkim się zna i wszystko wie najlepiej.
Ledwie weszłam a mężczyzna/właściciel/sprzedawca/doradca przywitał mnie serdecznie i zaoferował pomoc. Gazety leżały jedna na drugiej na półkach za prowizoryczną kasą, wszystko pod kontrolą. Poprosiłam go o coś w miarę edukacyjnego, a nuż nauczę się czegoś nowego. Facet włączył tryb mężczyzna/doradca i gorąco zapewnił mnie, że ma coś odpowiedniego. Spod 'Wyborczej' wyłoniło się wydanie specjalne 'Sensu' z TYM słowem. SEKS. Podziękowałam, zapłaciłam , zwinęłam w rulon, żeby nikt nie zobaczył co kupiłam i uciekłam.
Dopiero po powrocie do domu i rzuceniu ciążącej mi gazety na stół, stwierdziłam, że moje zachowanie spokojnie można zaliczyć do niepoważnych, albo łagodniej - do śmiesznych. Niby wszyscy to robią i na dodatek się tego nie wstydzą, a jak ktoś wymówi magiczne słowo na S, zacznie drążyć temat to twarze płoną na czerwono. Przynajmniej w moim towarzystwie. Przynajmniej na trzeźwo.
Jak to jest z tą naszą otwartością? Mam tylko jedną, niesamowicie otwartą znajomą. Nieważne czy pijana czy nie, czy jest wśród bliskich znajomych, czy też nie, zawsze opowie jakąś anegdotkę o figlach ze swoim ideałem, dumnym właścicielem Audi a4. Nawet jak nikt nie chce słuchać. Dowiadujemy się w ten sposób wielu rzeczy. Ja na przykład, dowiedziałam się dlaczego koszula, którą tak wielkodusznie jej pożyczyłam, straciła guziki. Zerwała je, atakująca z siłą tsunami, nieposkromiona fala namiętności. Rzecz działa się wtedy w nocy, w środku lasu, na masce wyżej wspomnianego audi. Ta rzecz przez duże S.
Praktycznie każdy rodzaj otwartości, szczególnie w temacie seksu jest traktowany źle. Ile razy widziałam te karcące, pełne oburzenia spojrzenia, bo przecież 'Jak tak można, tak publicznie? Seks? A co to? Nie wiem, nie słyszałam, nie widziałam'. Dopiero jak na stole wyląduje 0,7 przemawiają te moje normalne, mniej otwarte koleżanki. Wśród śmiechów, łez i szlochów na jaw wychodzą najciemniejsze sekrety, potem okazuje się, że wszystkie przechodzimy przez to samo, mamy podobne marzenia, dziwne fantazje. Szczęśliwe, że znalazłyśmy bratnie dusze w cierpieniu pocieszamy się nawzajem, udzielamy bezsensownych porad, opowiadamy jak byśmy chciały, z kim i gdzie, z wypustkami czy bez. Potem trzeźwiejemy a wstyd wraca.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz