środa, 6 sierpnia 2014

ZIAJA - liście manuka. Czas na zmiany?



Do całkiem niedawno otwartego w moim mieście sklepu firmowego Ziaji poszłam sobie tak o, po prostu. Jako, że mój portfel zazwyczaj łka co miesiąc, czując wewnętrzną pustkę, spowodowaną moim nierozsądnym wydawaniem, starałam się być zapobiegawcza i nic nie kupować. No cóż. Zapomniałam, że kobieta nigdy nie wchodzi sobie do sklepu tak o, bez powodu.

Kiedy tylko przekroczyłam próg doskoczyła do mnie jakże Przemiła Pani Ekspedientka, bardzo chętna do niesienia pomocy. Nie należę do osób, którym koronne pytanie 'W czym mogę pomóc' podnosi ciśnienie, więc ze stoickim spokojem odpowiedziałam, że tylko się rozglądam.

Błąd numer jeden popełniłam podchodząc do wielkiego plakatu. Reklamował on oczywiście nową serię i strategicznie wisiał obok wyłożonej na półki tejże, wyżej wspomnianej nowej serii. Przemiła Pani Ekspedientka uznała to za fantastyczną okazję do ponownego zaatakowania.

- Widzę, że zainteresowała panią nasza nowa seria.
- Eee, tak tylko się rozglądam..
- Jest pani może którymś konkretnym produktem zainteresowana?

Tutaj popełniłam błąd numer dwa pytając Przemiłą Panią Ekspedientkę co poleca. Ona poleca oczywiście wszystko. Po wspólnej naradzie doszłyśmy do porozumienia i wyszłam z tonikiem, żelem z peelingiem, pastą oczyszczającą, kremem na noc i darowizną w postaci próbek kremu na dzień, po który zawsze przecież mogę wrócić. Tak, owszem, miałam nic nie kupować. Więc tak oto wyszłam z pełną siatką i zapewnieniami Przemiłej Pani Ekspedientki, że będę zachwycona, że dokonałam słusznego wyboru a ona się tak cieszy. Ja również się cieszyłam, bo nic tak nie poprawia kobiecie humoru jak zakupy.




Pierwszym plusem jest na pewno cena. Nie płakałam tak bardzo, zostawiając w kasie niecałe 40 złotych za 4 produkty, podobno nawet dobre. Zawsze stawiałam na droższe kosmetyki, wmawiając sobie, że działają fantastycznie. Jako jedyne z tych droższych sprawdzały mi się 3 kroki Clinique. Miło jednak mieć tańszą alternatywę. Najdroższy z całego zestawu był krem, całe 12 złotych. Cała reszta oscylowała w granicach 9, 10 złotych.

Moją faworytką jest pasta. Producent zaleca stosowanie jej jako produktu myjącego, ale Przemiła Pani Ekspedientka zdradziła mi sekret, że można ją stosować również jako maseczkę. Maseczek jak wiadomo nie lubię, ale temu sposobowi jestem bardziej przychylna. Różnicę zauważyłam po około 4 użyciach. Zaskórniki na moim nosie się rozjaśniły, może nawet zniknęły. Alleluja! Pasta jest dość gęsta, siedzi tam, gdzie ma siedzieć. Zmniejszyła zaczerwienienia po wypryskach , które miałam w okolicach nosa i, co najważniejsze, nie zasycha w ten irytujący, całkowicie unieruchamiający mimikę sposób. Mrowienia, pieczenia czy ogólnego spustoszenia nie odnotowałam.

Jest jeszcze za wcześnie, żeby pisać coś więcej o kremie na noc. Krem z kwasem migdałowym już w swojej kolekcji miałam (Pharmaceris, 5%) jednak tyłka mi nie urwało. Krem z Ziaji ma tylko 3% kwasu. Jak na razie nic się nie dzieje. Krem ma lekką konsystencję, przyjemny, charakterystyczny dla tej serii zapach. Całkiem dobrze nawilża. Jeszcze nic nie urywa.




Moje wrodzone kalectwo dało mi się we znaki, kiedy próbowałam rozgryźć działanie tego skomplikowanego mechanizmu jakim jest pompka. Żel sam w sobie jest dobry. Nie oczekuję cudów od żelu za 10 złotych. Dość delikatnie peelinguje. Bardzo dobrze odświeża twarz narażoną na wszelkie bonusy związane z panującą serią upałów, typu, na przykład, pot. Nie ściąga skóry twarzy aż tak bardzo jakby mógł, ale jednak ściąga. To jest jego jedyny minus, tyczący się większości żeli, których używałam, więc tragedii nie ma, głowa do góry.

Tonik rozbawia mnie za każdym razem, kiedy go używam. Nigdy czegoś takiego na swojej drodze nie spotkałam. Zamiast wielkiej dziury, służącej do wydobywania płynu na zewnątrz, mamy atomizer. Więc stoję sobie i beztrosko pryskam tonikiem na wacik. Jest to fajne rozwiązanie, mimo, że trzeba się trochę napryskać. Sama mam talent do wylewania zbyt dużej ilości toniku przez te nieszczęsne dziury. Ale pewnie to tylko ja. Zostawmy w spokoju atomizer. Produkt sam w sobie jest dobry, przygotowuje skórę do dalszych tortur (zabiegów pielęgnacyjnych). Bardzo dobrze odświeża. Teraz, konając w tym okropnym upale i  co rusz ocierając pot z czoła, jest to mój jedyny wymóg odnośnie toników. Koniec, kropka.

Może nadszedł czas na zmiany? Może nadszedł czas na Ziaję? Polecam uciszenie swoich portfeli i zainwestowanie 10 złotych w jeden z tych produktów, może nawet dwa. Warto.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz