LENISTWO. Zdecydowanie moja dziedzina, by nie rzec, sportowa.
Mogę spokojnie stwierdzić, że większość swojego cennego czasu i energii
poświęcam.. w sumie na nic, bo czymże innym jest lenistwo jak słodkim
nicnierobieniem?
Na przemian siedzę, leżę, leżę, siedzę. Właśnie między pozycją leżącą a siedzącą udało mi się poddać mój umysł wysiłkowi i przeczytać artykuł z sierpniowego ELLE. O czym? Ano o lenistwie w rzeczy samej.
Na przemian siedzę, leżę, leżę, siedzę. Właśnie między pozycją leżącą a siedzącą udało mi się poddać mój umysł wysiłkowi i przeczytać artykuł z sierpniowego ELLE. O czym? Ano o lenistwie w rzeczy samej.
Sam tytuł - ‘Pochwała lenistwa’- mówił wszystko. Co jak co, ale ja lenistwo chwalę,
celebruję jak nikt! Regularnie. Ba, codziennie. Ile razy w swoim życiu
słyszałam czego to ja bym nie zrobiła gdybym nie była tak leniwa, na Boga,
przecież jestem taka zdolna, mądra no i, oh, niestety, znowu to powtórzę,
leniwa. A teraz, uwaga, to wszystko może odejść do lamusa ( przepraszam mamo,
tato), bo lenistwo ma na nas pozytywny wpływ. A tak, ma! Konkretnie na naszą
kreatywność. Tutaj muszę odwołać się do jednej z niedawno czytanych przeze mnie
książek. Od razu nasunęła mi się na myśl w trakcie czytania artykułu. Chodzi o
książkę Osho pod tytułem ‘Kreatywność’. Zacznijmy od tego - kto z nas nie chce
być kreatywny? Ja, chcąc ,oczywiście, nabyć tę tajemną wiedzę, udałam się do
księgarni i kupiłam. Kupiłam i przeczytałam. Ah, ta naiwność. Z przykrością muszę stwierdzić, że
nie jestem bardziej kreatywna ani oświecona po tej lekturze, którą, szczerze, z trudem
dociągnęłam do końca. Ale, rzeczywiście, znajdziemy tam stwierdzenie wypływające również z artykułu (bazującego, co ciekawe, na jeszcze innej książce mającej związek z lenistwem, a co za tym idzie kreatywnością, bla, bla, bla i tak dalej). Dowiadujemy się, że na kreatywność pozytywnie wpływa bezczynność co się równa zrobieniu miejsca
dla Boga w naszym wnętrzu. Bo tylko Bóg tworzy wszystko, co najpiękniejsze. Nie mam
zamiaru wnikać w słuszność tej tezy, bo nie o to mi chodzi, nie w tym tkwi moja
myśl przewodnia.
Zbliżamy się do brzegu. W czym więc tkwi? W poczuciu winy. Zupełnie niepotrzebnym. Bezsensownym.
Każdemu z nas należy się odpoczynek po ciężkiej pracy, okej, nawet tej mniej
ciężkiej. Wydaje mi się to oczywiste! Tobie też powinno. Chwila wytchnienia należy
się mnie, Tobie, sąsiadowi z góry, pani z warzywniaka. Wszystkim. Nie czuj się
winny, ponieważ masz pewnie multum innych problemów. A to jest właśnie ten
moment, w którym o nich zapominasz. Po to się relaksujesz. Niby takie proste, a takie jednak takie trudne. Więc nie goń, nie
biegnij, usiądź obok mnie i odetchnij. Fajnie, nie?